piątek, maja 18, 2012
   
TEXT_SIZE
Reklama

Wywiad Raportu Rolnego – Wacław Erdmann

Oseva to firma z tradycjami. Od wielu lat produkuje materiał siewny roślin rolniczych. O trudnych początkach oraz „zdrowym chłopskim rozumie” opowiada Wacław Erdmann, prezes firmy Oseva Polska.

{rokbox title=|| size=|561 350|}images/stories/art.227dobrajakosc/655-1-1-1.jpg{/rokbox}

Oseva to firma z tradycjami. Od wielu lat produkuje materiał siewny roślin rolniczych. O trudnych początkach oraz „zdrowym chłopskim rozumie” opowiada Wacław Erdmann, prezes firmy Oseva Polska.

Od jak dawna jest Pan prezesem firmy Oseva Polska i jak ocenia Pan jej rozwój oraz potencjał ekspansji na polskim rynku?
Prezesuję tej firmie od samego początku jej istnienia, tj. od 1996 r. Początki jak zawsze były bardzo trudne. Dla mnie była to stosunkowo mało znana branża. Jednak ze względu na to, że moja rodzina od wielu pokoleń „działa” w branży rolnej, stosunkowo szybko spółka weszła w prawidłowe tory.

Firma Oseva rozpoczęła swoją działalność w Czechach. Czy początki sprzedaży materiału siewnego w Polsce były trudne?

Byliśmy pierwszą, działającą w Polsce zagraniczną firmą pochodzącą z byłego kraju socjalistycznego. Wiele polskich instytucji patrzyło na nas jak na raroga. Utrudniano nam pracę. Były problemy z rejestracją odmian – nie zawsze merytoryczne. Również okrzepła już w Polsce konkurencja, szczególnie jedna firma nie grała z nami fair. Ale już to jest za nami. Wydaje mi się, że Oseva wrosła w Polski rynek nasienniczy. Chciałbym podkreślić bardzo dobrą pracę PZPK a szczególnie dyrektora Eugeniusza Piątka, który w obiektywny i życzliwy sposób traktuje wszystkie firmy działające lub próbujące wejść na polski rynek.

Na hodowlę jakich gatunków kładziony jest szczególny nacisk w firmie Oseva Polska?

Naszym podstawowym gatunkiem jest kukurydza, ale w ofercie mamy również nasiona innych roślin – groch, trawy a w ubiegłym roku rozpoczęliśmy badania firmowe z bardzo dobrymi odmianami jakościowymi pszenicy – PANNONIA NS i VOJVODINA.

Jak wygląda sytuacja w zakresie bazy odmianowej Osevy w obu krajach? Od czego zależą różnice? Czy te same odmiany wykorzystywane są zarówno w Polsce, jak i Czechach?
Kukurydza, która jest głównym naszym gatunkiem, jest stosunkowo trudną rośliną. Jej genotyp w specyficzny sposób współgra ze środowiskiem. Mieszaniec, który bryluje w jednym kraju w innym przepada w konkurencji z innymi mieszańcami. W podstawowym stopniu opieramy się na ofercie odmianowej Osevy, a.s. jednak w ramach uzupełnienia oferty oferujemy materiał siewny z firmy SEMPOL (Słowacja), której odmiany (TIARA, TORENA, ALMANSA, VALENTINA) też są już rozpoznawalne.

Prace hodowlane nowych odmian to proces długotrwały i kosztowny, a konkurencja duża. Jak firma Oseva radzi sobie z tą sytuacją? W jakich krajach sprzedawane są nasiona Osevy?
Dotychczas, oprócz Polski, Oseva, a.s. Bzenec sprzedawała swoje nasiona w Szwecji, Francji, Litwie, Łotwie, Rumunii.

Od jak dawna firma Oseva prowadzi hodowlę kukurydzy, głównie mieszańcowej i który okres można uznać za najlepszy?
Oseva oferuje nasiona kukurydzy od ok. 50 lat. W czasach Demokracji Ludowej miała właściwie monopol w Czechach. Po otwarciu rynku po przemianach 1989 r. w dalszym ciągu ma dominująca rolę na czeskim rynku.

Jakie są uwarunkowania wykorzystania bazy odmianowej kukurydzy dla krajowej produkcji?
W Polsce oferuje się ogromną ilość odmian kukurydzy. Zresztą podobna sytuacja jest w przypadku innych gatunków. Od uczciwości sprzedającego i wyedukowania plantatora zależy czy poszczególne odmiany są w optymalny sposób wykorzystane przez praktykę rolniczą. Niestety, wielu rolników przy doborze odmian kieruje się podstawowym i jedynym kryterium, jaka jest CENA. Niestety to nie jest zbyt
dobry wybór.

Większość mieszańców kukurydzy podczas badań rejestrowych oceniana jest zarówno pod względem uprawy na ziarno, jak i na kiszonkę. Czy ta sama odmiana może być wykorzystywana zarówno na ziarno, jak i na kiszonkę? Czy uważa Pan, że informacje na temat danej odmiany, jakie uzyskuje plantator kupując materiał siewny od dystrybutora, są wystarczające?
W kilku artykułach w prasie fachowej starałem się uwypuklić zasadę, że odmiana kukurydzy wyhodowana w kierunku produkcji ziarna musiała spełnić inne wymagania (sztywność łodygi związana z większą zawartością niestrawnego włókna, roślina w typie generatywnym zawiera mniej masy zielonej, mniej liści niż typowo kiszonkowa). Zdarzają się fenomeny, że dany mieszaniec wyhodowany na ziarno jest stosunkowo dobrze trawiony przez przeżuwacze, ale jest zjawisko stosunkowo rzadkie. Zgodnie z powiedzeniem, że jak coś jest do wszystkiego to nie nadaje się do niczego, rolnicy powinni uprawiać i wykorzystywać kukurydzę zgodnie z przeznaczeniem określonym przez jej hodowcę.

Czy usprawnienie wymiany informacji i promocji najbardziej przydatnych odmian między firmą hodowlaną a plantatorami może przyczynić się do lepszego wykorzystania potencjału danej odmiany?
Czy faktycznie sytuacja wygląda w ten sposób, że rolnicy korzystają z odmian poleconych „od sąsiada” i często nie są w stanie osiągnąć maksymalnego plonu?
Zdarza się bardzo często, że w danym rejonie uprawiane są określone mieszańce kukurydzy nie wiadomo, z jakiego powodu. A to „sąsiedzka reklama”, a to ograniczenia miejscowego dystrybutora, który często zmuszany jest do sprzedaży materiału siewnego z jednej tylko firmy. Imprezy organizowane przez PZPK, ODR-y, same firmy nasienne mają za cel poinformować rolników, że oprócz mieszańców kukurydzy oferowanych w ich rejonie istnieją, często nie gorsze, ale np. tańsze odmiany z innych firm.


Jakie są główne problemy i zagrożenia uprawy kukurydzy w Polsce? Czy Polska hodowla ma szanse na ekspansję za granice, czy raczej, ze względów marketingowych, to zagraniczne firmy będą walczyć o polskich rolników?

Podstawowym zagrożeniem dla uprawy kukurydzy w Polsce jest niestabilność rynku i „owczy pęd” plantatorów, powodujący m.in. sinusoidę cenową. W Polsce zdefiniowano i mówi się tylko o „świńskich górkach” – podobna sytuacja przejawia się we wszystkich kierunkach produkcji rolniczej. Polskie odmiany kukurydzy są bardzo dobre – np. Oseva sprzedaje na zasadach licencji w Czechach SANA wyhodowanego w Smolicach. Uważam, że polskie odmiany mają szanse zaistnienia za granicą. Będzie to jednak kosztować dużo pracy i środków. Wiem, ile kosztuje wprowadzenie firmy na „obcy” rynek i mógłbym udzielić kilku cennych rad naszym hodowcom, z którymi, tak mi się wydaje, mamy stosunkowo dobre stosunki.


Jak, Pana zdaniem, będzie się rozwijać areał upraw kukurydzy w Polsce?
Jak już wspomniałem wcześniej z powodu małej stabilności rynku, w szczególności ziarna kukurydzy, jesteśmy obecnie w stadium spadku areału jej uprawy w Polsce. Były czasy, że w Polsce uprawiało się ponad 800 tys. ha kukurydzy. Obecnie jest tego ok. 600 000 ha. Mam nadzieje, że już niedługo nastanie faza wzrostu areału uprawy kukurydzy.


Jakie jest Pana zdanie nt. kontrowersyjnej uprawy kukurydzy GMO? Czy należy Pan do zwolenników czy przeciwników i dlaczego?

Wydaje mi się, że zbyt wcześnie przystąpiono do marketingu i sprzedaży odmian GMO na rynku. Rozumiem, że firmy, które zainwestowały niemały przecież kapitał, chciałyby już czerpać z tego zyski – takie jest prawo rynku. Ale co „najnowocześniejsze” nie zawsze jest najlepsze. Mamy przecież świeży przykład ze szczepionkami na świńską grypę, które właściwie nic nie dały „szaremu obywatelowi”, ale za to dały olbrzymie dochody firmom farmaceutycznym. Rolnik, nie tylko polski, zawsze charakteryzował się tzw. „chłopskim rozumem”. Radziłbym wszystkim, aby ten „chłopski rozum” zachowali również w przypadku odmian GMO kukurydzy jak i innych gatunków.


Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę kolejnych sukcesów na trudnym rynku nasiennym.

 

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 107 gości